Zacznijmy od małego wprowadzenia - w latach 90. w USA pewien terapeuta dziecięcy, a zarazem zapalony motocyklista, nie potrafił pomóc ośmioletniemu chłopcu, który doświadczył okrutnej przemocy. Dziecko od tygodni nie wychodziło z domu, a tradycyjna terapia nie przynosiła efektów. Wtedy terapeuta zebrał około dwudziestu znajomych motocyklistów i pojechał z nimi do chłopca w odwiedziny. Chłopiec po raz pierwszy od tygodni wyszedł przed dom… a zanim wizyta się skończyła, zaprzyjaźnił się z groźnie wyglądającymi motocyklistami… Po kilku takich spotkaniach chłopiec wrócił do normalnych aktywności, ciesząc się znowu razem z rówieśnikami czasem swojego dzieciństwa. Tak w skrócie narodziła się idea, z której powstały dwa kluby motocyklowe, liczące dziś setki zrzeszonych członków, posiadające klubowe oddziały praktycznie na całym świecie. (Pisaliśmy o tych klubach na naszym portalu - więcej info znajdziecie w zakładce Articles).

Od ponad 30 lat pomagają one skrzywdzonym dzieciom w powrocie do normalności, oferując przeróżnego rodzaju wsparcie, ochronę i braterstwo. Każdy podopieczny dostaje swoją motocyklową kamizelkę z naszywkami i klubową ksywkę, stając się pełnym członkiem rodziny. Chyba najbardziej wzruszający jest widok klubowych braci, kilkudziesięciu motocyklistów zebranych przed domem dziecka, które boi się zasnąć, bo jego dorosły oprawca wciąż jest na wolności. Gdy dziecko widzi ten widok, a także słyszy od bandy wytatuowanych i wielkich jak szafa motocyklistów „Jesteś jednym z nas, nikt cię już nie skrzywdzi…”, to jakikolwiek strach mija. Te kluby oferują coś naprawdę wyjątkowego - bycie częścią klubu… To właśnie w motocyklowej kamizelce, braterstwie i niekonwencjonalnym podejściu do życia owych motocyklistów zamknięta jest magia… magia, która rodzi w ofierze prawdziwe i nieudawane poczucie dumy i buduje przyszłego zwycięzcę! Nic w tym dziwnego, chyba nikt, będąc dzieckiem, nie marzy o byciu podopiecznym charytatywnej fundacji (oczywiście nie ma w tym nic złego), ale o ile przyjemniej stawia się czoła problemom ze świadomością bycia w motocyklowej bandzie, jak z filmu…

Widząc owoce pracy wspomnianych klubów, a także widząc postępujący kryzys psychiczny nie tylko wśród dzieci i młodzieży, ale także osób dorosłych, postanowiliśmy działać w podobnym duchu. Do motocykli dodaliśmy pasję do rock&rolla, gitary (bliźniaczą subkulturę Rockersów) i tak narodził się pomysł na grupę Fear Busters - Pogromcy Strachu. Używając naszych pasji, naszej społeczności, naszych oldschoolowych subkultur, w prawdziwie filmowym klimacie chcemy być odpowiedzią na modlitwy osób w kryzysie. Powiedzmy sobie szczerze, żniwo jest ogromne… alkoholizm i uzależnienia, przemoc w rodzinie, przemoc rówieśnicza, samotność, problemy finansowe, depresja, ataki paniki, traumy, do tego kryzys męskości, kobiecości, instytucji rodziny, relacji i tak dalej… jeden wielki kryzys - wypełniony poczuciem bezsensu. Do tego ogromna presja nakręcana przez korporacje, media i internetowe trendy… i tutaj przychodzi z pomocą to rock&rollowo-motocyklowe podejście, które przez lata pozwalało nam samym pokazać temu wszystkiemu, co nas bolało, środkowy palec!